środa, 3 października 2012

☆ Spotkania, Moon Cake i prezenty ☆



Hej!~〜(^∇^〜)

Wrzesień minął nam jak z bicza strzelił. Oznacza to, że uczniowie już dawno zapomnieli o wakacjach a studenci muszą pogodzić się z tym, że i dla nich skończył się czas lenistwa. Tym samym postanowiłam rozliczyć się z wrześniem na blogu. Podzielić się z Wami moimi nabytkami, tudzież zdobyczami oraz opowiedzieć o pewnej ciekawej rzeczy związanej ze spotkaniami w Azji. Głównym przykładem będzie oczywiście Tajwan jako, że mogę opisać własne wrażenia dotyczące tej kwestii. 

We wrześniu, w związku ze zbliżającym się końcem "laby", miałam okazję spotykać się ze znajomymi częściej niż zwykle. Spotykaliśmy się w domach, knajpach lub restauracjach. To na sushi to też chińszczyznę. Po jednym z takich spotkań wpadłam na to by podzielić się z Wami pewnym faktem.
Wszyscy wiemy jak wygląda sprawa ze spotkaniami w Polsce. Idziemy, dajmy na to, na pizzę - jemy, gadamy dzielimy się ceną i każdy płaci za swoje - jednym słowem - wszyscy jesteśmy kwita. Na Tajwanie jest nieco inaczej. Jeśli chodzi o spotkania, w których uczestniczyłam, praktycznie zawsze płaciła osoba zapraszająca. Nie ważne ile osób liczył sobie taki "obiad". Zdarzało się się, że spotykaliśmy się grupą dziesięcio, czy piętnastoosobową i płaciła jedna osoba. Czasami były to kwoty rzędu, w przeliczeniu, kilkuset złotych - a jednak było to w dobrym tonie. Założenie - następnym razem to osoba płacąca będzie osobą zaproszoną. Ciekawe? 
Ponieważ 30 września obchodzony był Moon Festival (czyli Święto Środka Jesieni), a mi na Tajwanie zdarzyło się uczestniczyć w wydarzeniu poświęconym wspólnemu robieniu tradycyjnego Moon Cake, na deser poczęstuję was kilkoma tajwańskimi zdjęciami moich wypieków z tamtego czasu!~ヾ(*⌒ヮ⌒*)ゞ





Niestety wszystkie instrukcje jakich udzielano nam na warsztatach były naturalnie po chińsku w związku z czym ciężko byłoby mi odtworzyć ten rytuał w Polsce. Naprawdę ubolewam bo ciasto bardzo mi smakowało. Moje wypieki miały ananasowe nadzienie ヘ( ̄ω ̄ヘ) mmm.... 

Do tematu spotkań być może jeszcze kiedyś wrócę. Póki co pochwalę się jeszcze paroma rzeczami.
Jedna z moich przyjaciółek po powrocie z Japonii sprawiła mi mały prezent, z którego bardzo się cieszę. 


Słodycze, nowe gadżety z Rilakkumą, którego kocham, do kolekcji i rzęsy~! ლ(|||⌒εー|||)ლ


są to Anmiel type 200 Cute oraz Diamond Lash little devil eye (✿ ♥‿♥) Jestem nimi zachwycona. Tu zdjęcia firmowe, bo na moim zdjęciu Diamond lash są już bez pudełka (podzieliłyśmy się nimi z przyjaciółkami):


Jeśli chodzi o inne zdobycze kupiłam sobie spinkę (?), która być może pozwoli mi uniknąć zbyt natarczywego tapirowania włosów w przypadku niektórych fryzur. Mam nadzieję że się sprawdzi. Mimo że kształt nie jest do końca dopasowany do głowy i człowiek czuje się nieco niepewnie, urządzenie trzyma się i raczej nie wypada - mam nadzieję, że uda mi się nauczyć z niego dobrze korzystać. (ღ˘⌣˘ღ)


Na zakończenie podzielę się jeszcze z wami moją ulubioną stylizacją zeszłego miesiąca. Ponieważ wrzesień jest miesiącem, który jest niejako preludium do jesieni postanowiłam połączyć rzeczy z grubszych i cieńszych materiałów. Wydaje mi się, że fajnie ilustruje to atmosferę tego ni to zimnego ni to ciepłego miesiąca. Do jej stworzenia posłużyłam się sweterkiem i torebką z MANGO, spódnicą - sama nie wiem skąd - zapewne z jakiegoś bazarku oraz butami z Tally Weijl. Spinkę dostałam od mojej kochanej Ru na imieniny. Zdaje się, że pochodzi ze sklepu Claire's. Koraliki - muszelki - naprawdę nie pamiętam - chyba kiedyś dostałam od babci (。’▽’。)♡ O Pasek nawet nie pytajcie, bo choćbym chciała sobie nie przypomnę...XD.. jest marki GAP ^^


Swoją drogą zareklamuję także fakt, że Ru także założyła bloga. Być może dzięki wam szybciej rozwinie się w roli bloggerki? Pomóżcie jej!~
Oto adres: http://flowerofalchera.blogspot.com/ (‘∀’●)♡ Życzę jej jak najlepiej z własnym blogiem - musimy się wspierać~!
GYARUFRIENDS4EVER

A... Jeśli chodzi o mnie poczęstuję was jeszcze małym reliktem z czasów Tajwanu... Zdjęcie zrobiłam chyba w jakiejś galerii handlowej:

hahah.. to były czas(*°∀°)=3 Nie śmiejcie się proszę!~ Mam nadzieję, że się nie zanudziliście na śmierć... (✿◠‿◠)  Tyle na dziś...a teraz spać! Rano szkoła...

})i({ AgEpOyO })i({


.iris })i({


sobota, 1 września 2012

☆Tadaima! - Czyli, wróciłam. A razem ze mną morze, pokazy mody i życie☆

Cześć! 
Witajcie z powrotem! v(*’-^*)-☆ 

Wakacje zbliżają się ku końcowi. Część z Was zapewne kończy je tym weekendem inni mają przed sobą jeszcze miesiąc.. pozostali albo już skończyli albo jeszcze nie zaczęli... W każdym razie moje były dość zagmatwane, dlatego nie miałam zbytniej okazji zajrzeć na bloga. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie? (≧ω≦)b 

Dzisiejszy wpis nie będzie poświęcony żadnemu konkretnemu zagadnieniu z zakresu kultury Japonii, Tajwanu lub innego kraju. Poświęcę go wyjątkowo sobie i temu co się stało kiedy mnie tu nie było. Mam nadzieję, że was to nie zanudzi na śmierć (○´ω`) 

Podzielę posta na kilka części, aby był wygodniejszy do czytania. σ(゜∀゜) 

  1. MORZE, MORZE... a może... (○^ω^) 

Zacznijmy więc od wakacji. Ja swoje spędziłam nad morzem. Był to camping, w związku z czym warunki do bycia GAL były ograniczone. Mimo wszystko starałam się trzymać fason. Oczywiście wychodzenie na plażę w pełnym makijażu gyaru byłoby oczywiście, w tamtym momencie, pomysłem dość kosmicznym (umówmy się, że wchodzenie do wody w naprawdę PEŁNYM makijażu jest prawie tak wieśniackie, jak chodzenie latem w glanach ~_~;) , w związku z czym ograniczałam się do niezbędnego minimum. Poza plażą oczywiście starałam się być tak dobrą gyaru, jak tylko było to wtedy możliwe.




Bawiłyśmy się świetnie. Nie obeszło się też bez wizyty w wesołym miasteczku. A wy? lubicie wesołe miasteczka? Dla mnie osobiście to świetna rozrywka. Niestety nie mam okazji zbyt często bawić się w takich miejscach.. szkoda! (´・ω・`)。。




haha niestety moja fryzura nie wytrzymywała każdego przejazdu (((;゜Д゜)) 
Oczywiście nie obyło się też bez wyjść na miasto i w tzw. "plener".




Zdecydowałyśmy się też na, moim zdaniem, świetną pamiątkę w postaci pocztówki ze zdjęciem. Nie jest to może tak fantazyjne jak PURIKURA, ale wciąż jest świetną zabawą!


2. Fashion weekend! 

 Jednak wyjazd nad morze nie był jedyną ciekawą rzeczą. W moim rodzinnym mieście Białymstoku odbywał się modowy event Fashionable East, którego jak na gyaru przystało, opuścić nie mogłam. Uważam, że gyaru (a zwłaszcza gaijin gyaru) jako dziewczyna zainteresowana modą i trendami nie powinna ograniczać się tylko do tego co azjatyckie.. Możliwe, że inspirację odnajdziemy w tym, co rodzime i dzięki temu ubarwimy swój własny styl!


Dodatkowym bodźcem, który zmobilizował mnie do udziału w wydarzeniu była wystawiana tam kolekcja mojej koleżanki, jeszcze z czasów gimnazjum, Pauliny Matuszelańskiej. Jej kolekcję "origami", inspirowaną japońską sztuką składania papieru, możecie znaleźć tutaj
Całe wydarzenie było, moim zdaniem, bardzo fajnym doświadczeniem i z całą pewnością mogę polecić Wam udział w tego rodzaju eventach. Niestety nie dane było mi uczestniczyć w warsztatach projektowania mody... za późno się dowiedziałam, a szkoda... Może następnym razem! (`ω・)^★

3. Shopping i życie codzienne. 

No dobra. Dział "pochwal się" jest nie unikniony. Moje ostatnie zakupy nie były jakieś wielkie ale... nie sposób się nie pochwalić... Przede wszystkim buty...


Wybaczcie nieskromność, ale są tak piękne, że jak tylko je zobaczyłam wiedziałam, że muszę je mieć. Mój nabytek pochodzi ze znanej sieciówki Tally Weijl. Od razu skojarzyłam ten fason z modelkami gyaru - zwłaszcza z magazynu Ageha. Moim zdaniem buty są świetne dla fanek takiego stylu! 

Kolejna rzecz jaka wpadła w moje ręce to torebka ze sklepu Orsay imitująca fason Hermesa.


Zdjęcie może nie do końca korzystne (znalezione w sieci, jest za późno by robić zdjęcia ~~), ale w "realu" torba prezentuje się pięknie! 

Kolejną rzeczą jaką sobie sprawiłam jest sukienka - także z Orsaya. Nie mam zdjęcia w związku z czym odeślę was do STRONY
 Kupiłam taką w kolorze białym i różowym paskiem. Fason jest prosty, ale jakże uroczy! Kokardeczka na pasku dodaje wiele uroku. Materiał kojarzy się z projektami Chanel. Od razu mnie urzekła! 

A propos Chanel - być może to nowy trend? W czasie wizyty w galerii handlowej w kolekcjach sieciówek zauważyłam rzeczy inspirowane stylem tej marki. Ubrania w typowo Chanelowskim fasonie zauważyłam nie tylko w Orsayu ale także w MANGO i, o ile dobrze pamiętam, w H&M. Nie narzekam - to bardzo ładny styl. 

Ponieważ zbliża się jesień, w orsayu zawiesiłam też oko na płaszczu. Ponownie mamy tu do czynienia z czymś z pogranicza Chanel i LizLisy... istne cudeńko! Mam nadzieję, że będzie jeszcze w sklepie kiedy po niego wrócę!


Jak się okazuje jeśli dobrze się rozejrzeć możemy w naszych sklepach znaleźć rzeczy w stylu gyaru! Więc nie załamujmy się brakiem dostępu do azjatyckich sklepów! 

Moim odkryciem kosmetycznym sezonu jest zaskakująco pozytywny krem firmy Eveline. Jest to kosmetyk określany przez producenta mianem Blemish Base, (NIE Blemish Balm!), bo może być on używany zarówno jako baza jak i podkład.


W tym momencie zapewne większość z was patrzy na ów krem przez pryzmat zachodnich BB (nie lubię określenia "podrabiane BB", "nieprawdziwe BB" lub "fake BB" bo BB nie jest marką/firmą tylko typem kosmetyku, a wiadomo, że odbiorca zachodni ma odmienne potrzeby od azjatyckiego. Wiadomo też, że część z nich to raczej zwykłe kremy tonizujące, ale nie o to chodzi) - nie róbcie tego! 
Być może zaskoczę was moją opinią - to bardzo dobry kosmetyk, który pielęgnuje cerę. Kupiłam go po tym jak skończył się mój krem z podkładem Olay. Przyznam, że jako osoba nie mająca zbytnich problemów z cerą postanowiłam zaryzykować z Eveline z powodu niskiej ceny. Pomyślałam - "skoro mają dobre odżywki do paznokci i do rzęs, to ich krem raczej mi nie zaszkodzi". Miałam rację. Kosmetyk generalnie spełnia wszystkie kryteria jakie producent oferuje na etykiecie. Jest lekki i świetny na lato. 
Używam go już prawie miesiąc i skóra na twarzy jest przyjemnie miękka i gładka. Początkowo krem wydawał mi się nieco za ciemny (trzeba uważać przy nakładaniu, bo jest bardzo lekki przez co można przedobrzyć), ale bardzo szybko dopasowuje się do skóry wyrównując koloryt. Nie jestem pewna jak ocenić krycie, bo jak mówiłam nie mam w sumie problemów z cerą.. jedno jest pewne - dla mnie starcza ^^. Co więcej nie spływa i trzyma się ładnie cały dzień! Dlatego uważam, że śmiało możecie użyć go jako alternatywę dla podkładu lub właśnie jako bazę. Myślę, że może też posłużyć jako kosmetyk "zastępczy" jeśli akurat czekacie na dostawę swojego azjatyckiego kremu BB (´・ω・`). Oczywiście nie zapominajmy, że każda cera inaczej może zareagować na dany kosmetyk.


Kochani, nie bójmy się czasami zaufać polskim producentom! Myślę, że czasem z czystej ciekawości warto zwrócić na nie uwagę, można miło się zaskoczyć - tak jak ja (=゜ω゜)人(゜ω゜=). 

A propos makijażu... oto ja w trakcie (taaaka skupiona!):


i po 。(*´∇`)´∇`*) 。:


Haha.. jak makijaż zmienia człowieka... A wy odważyłybyście zrobić sobie zdjęcia przed i po? 

 AgEpOyO })i({
.iris })i({

poniedziałek, 16 lipca 2012

Buuble tea

Cześć! 
キタ━━━ヽ(ヽ(゜ヽ(゜∀ヽ(゜∀゜ヽ(゜∀゜)ノ゜∀゜)ノ∀゜)ノ゜)ノ)ノ━━━!!!!


Dawno mnie tu nie było co prawda, ale szczerze powiedziawszy jest to spowodowane brakiem czasu. Myślałam, że na wakacjach będzie go więcej, ale niestety.. 
Tak czy owak, nie zamierzam też pisać o "pierdołach" chcę się z Wami dzielić rzeczami interesującymi. Dlatego tym razem wspólnie wybierzemy się na Tajwan! Co wy na to? ワーイ♪♪\(^ω^\)( /^ω^)/♪♪ワーイ
haha oczywiście będzie to tylko wycieczka kulturoznawcza. Dziś o bubble tea (○^ω^)


Część z was być może spotkała się już z tymi napojami, bo robią się modne także w Europie a tego lata zaczęły królować również w Polsce (≧ω≦)b Bardzo mnie to cieszy bo osobiście bardzo tęskniłam za tym napojem po powrocie z Tajwanu.

Czym jest bubble tea? Bubble tea, lub jak mówią niektórzy pearl tea to napój który, jak już wspomniałam, przybył z Tajwanu. Jest to herbata, z reguły zimna, podawana w różnych wariantach ( zielona, jaśminowa, z syropem lub jako napój mleczny), zawsze jednak łączy je jedna wspólna cecha - kulki. Pierwotnie kulki te były głównie kulkami z tapioki - produktu z korzenia manioka. Takie "perełki" w smaku i konsystencji przypominają żelki. Teraz pojawiły się jednak jeszcze inne kulki z sokiem w środku. Całkiem niezłe ale osobiście wolę tapiokę. 

Osobiście nie przepadam za herbatami mlecznymi, ale napoje na bazie zielonej herbaty to świetna opcja na lato. A wy próbowaliście już? Poza tym, że bubble tea jest smaczne, wygląda świetnie. Kulki pijemy razem z napojem przez słomkę. Oczywiście żeby było to możliwe, jest ona dużo większa w obwodzie przekroju niż normalna słomka. Poza tym folia ochronna, którą zgrzany jest kubek i która pełni funkcję wieczka ma z reguły super urocze nadruki (=゜ω゜)人(゜ω゜=) 



Nic dziwnego, że gyaru z Tsubasą Masuwaką na czele także pokochały bubble tea (`ω・)^★

Poniżej jeszcze kilka zachęcających zdjeć:










PS: Macie ochotę dowiedzieć się czegoś więcej o Tajwanie? Czy wolicie żebym została przy Japonii?


AgEpOyO })i({
.iris

sobota, 16 czerwca 2012

☆włosy włosy i kilka mitów do obalenia☆

Cześć moi drodzy! v(*’-^*)-☆ 

Dość dawno nie napisałam notki, ale z zapału jeszcze nie opadłam - po prostu sesja odciska swoje piętno na moim czasie wolnym i myślach dotyczących bloga... 

 Ale do rzeczy: 
Ostatnio wstąpiłam do drogerii po kilka drobnych rzeczy, kupiłam także farbę do włosów bo na głowie robi mi się "pudding". Zaraz zaraz... "pudding"? Tak tak moi drodzy.. w japońskim slangu tak właśnie nazywa się ciemne odrosty na jasnych włosach (´・ω・)σ〃

 
Skąd to porównanie? Łatwo się domyślić.
Japonki z reguły naturalne włosy mają w kolorze ciemnobrązowym. Nie, wbrew pozorom ich włosy nie są czarne i jak się okazuje wcale nie są też proste! Ostatnio zamieniłam w tej sprawie kilka słów z moim kolegą, który jest fryzjerem w Tokyo. Przyznał, że większość japonek ma naturalnie falowane włosy koloru ciemnobrązowego. Ponieważ azjatyckie włosy są ciężkie, często są to fale niesforne i nie dające się zbytnio opanować. Dlatego najczęstszym zabiegiem w jego salonie jest permamentne prostowanie włosów. Japonki nałogowo korzystają z tego zabiegu, przez co utrwalają zachodni ideał Azjatki o idealnie prostych włosach (´・ω・`)。。
Ów kolega zaskoczył mnie jeszcze jednym komentarzem. Ponieważ w trakcie rozmowy miałam koczek i warkoczyk na grzywce, nie omieszkał tego skomentować i wyznał mi przy tym, że japonki z reguły w ogóle same się nie czeszą. Takie rzeczy jak sploty zostawiają fryzjerom (`・ω・´) Zaskoczyło mnie to szczerze. On sam śmiał się z tego, że dziewczyny tam po prostu tego nie potrafią... Osobiście byłam przekonana, że skoro w magazynach pojawia się tyle poradników w typie "jak się uczesać", to większość dziewcząt po prostu z nich korzysta, a tu proszę!.. Nie wiem, może jest to spowodowane właśnie tym, że ich włosy są tak ciężkie do okiełznania? .. Sama nie wiem, o to nie zapytałam (・ω・`).
A wy korzystacie z poradników dotyczących włosów i fryzur? A może wasze włosy też ciężko "ogarnąć"? 
Jeśli chodzi o mnie wrócę jeszcze do farby. Kupuję te z serii Casting firmy L'oreal.



Na mnie sprawdzają się świetnie. Oczywiście nie wychodzi tak jak na pudełku, ale to ze względu na to, że ja włosów nie rozjaśniam a jedynie nakładam farbę (naturalny kolor mam ciemny). Mimo wszystko wychodzi mi ładny naturalny kolor - taki jakiego się spodziewam. Chwalę sobie tę serię bo nie niszczy włosów tak, jak farby śmierdzące amoniakiem... Moje włosy po prostu się nie wykruszają. Tym razem kupiłam farbę w odcieniu perłowego blondu a nie piaskowego jak poprzednio.. ciekawe czy kolor nieco się przygasi... A wy macie ulubione farby? 。.・Φ(・ω・) 

Na koniec jeszcze moje dzisiejsze zdjęcie. Dziś nieco odważniej nieco w stylu a'la agejo.. nic wielkiego, ot tak.. (muszę schudnąć (;´Д`)’`ァ’`ァ zwłaszcza do poziomych pasków...)


Ech mam nadzieję, że niedługo pozbędę się swojego "puddingu".. a póki co, dobranoc!
PS: Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze od was! Bardzo mi miło, że ktoś to czyta! Naprawdę,  to sprawia, że chce mi się pisać - dziękuję! Widziałam też tagi od was dotyczące faktów o sobie... może zrobię to w następnej notce (=゜ω゜)人(゜ω゜=) Tylko nie wiem szczerze powiedziawszy czy jest coś ciekawego o mnie... (´・ ∀・`)あはあは

AgEpOyO })i({


.iris })i({

poniedziałek, 4 czerwca 2012

☆ Purikura ☆


Cześć !!!(^_−)−☆

Wiecie czym jest purikura? Myślę, że wielu osobom zainteresowanym japońską popkulturą to słowo obiło się o uszy. Tym bardziej fankom gyaru, które po prostu uwielbiają ten rodzaj rozrywki. 




Purikura to rodzaj automatów do robienia zdjęć. Nazwa pochodzi od zniekształcenia angielskiej nazwy "print club". Zdjęcia wydrukowane w takim automacie mają z reguły formę naklejek i są niewielkich rozmiarów. Te fotki także potocznie nazywa się po prostu purikura. Oczywiście japońskie automaty purikury różnią się od tych maszyn, które możemy spotkać czasami w Polsce na przykład w centrach handlowych (´・ω・)σ〃. Różnią się zasadniczo jedną kwestią - posiadają przeogromną ofertę ozdób jakie możemy umieścić na swoich zdjęciach. v(*’-^*)-☆


Jak już wspomniałam purikura jest bardzo popularną rozrywką zarówno wśród gyaru jak i japońskiej młodzieży. Japońskie gyaru ( i nie tylko gyaru!) po prostu uwielbiają ozdabiać swoje zdjęcia. Młodzi ludzie często robią sobie zdjęcia z przyjaciółmi przy okazji spotkań. Osobiście uważam, że jest to świetna pamiątka z udanego meetingu lub nawet randki ワーイ♪♪\(^ω^\)( /^ω^)/♪♪ワーイ


Myślę, że jeżeli ktoś wybiera się do Japonii, powinien sprawić sobie podobną pamiątkę v(*’-^*)-☆ 
A tych, którzy się tam nie wybierają pocieszę.  Istnieje wiele stron internetowych dzięki, którym możecie ozdobić swoje zdjęcia w podobny sposób. Są to takie strony jak np. puricute i purikura.me. Dostępne są też liczne aplikacje na telefon komórkowe. Ja sama korzystam głównie z SBYCamera



A wy lubicie robić zdjęcia? Wiem, że pewnie wiele osób powie, że nie...(´-ω-≠) 
Sama kiedyś miałam co do tego obiekcje. Teraz jednak uwielbiam uwieczniać miłe chwile swojego życia! Nawet jak głupio się wyjdzie, warto! Każdy czasem wychodzi śmiesznie, ale tym bardziej potem z uśmiechem można spojrzeć na takie zdjęcie (=゜ω゜)人(゜ω゜=)



AgEpOyO 
.iris })i({


sobota, 2 czerwca 2012

chłodne dni i .. sieciówki (`ω・)^★

W Białymstoku pogoda postanowiła zarządzić jesień. Nie wiem jak dla was ale dla mnie to po prostu coś okropnego. Wiatr wieje koszmarnie, deszcz pada... człowiek kompletnie nie czuje tego, że właśnie rozpoczął się czerwiec... (((;゜Д゜))
Osobiście miałabym ochotę wskoczyć w zwiewną sukienkę bez potrzeby nakładania na to jeszcze sweterka płaszcza i obwiązywania szyi apaszką tak, jak to miało miejsce dziś...(≧ω≦)b
Generalnie zrezygnować trzeba było z sukienki na rzecz bardziej przyziemnych jesiennych rzeczy ze znanych sieciówek.Zdecydowałam się na bluzkę (Orsay), jeansową spódnicę (Bershka) i czarne rajstopy. Poza tym postanowiłam nałożyć brązowe kozaki (Pimkie). (○´ω`)


Nic specjalnego, ale to mała ilość czasu jaką miała przed dzisiejszym wyjściem (zaspałam!) no i pogoda zadecydowały o tym co na siebie włożę. Poza tym nikt nie mówił, że gyaru nie może ubierać się prosto!
Moim zdaniem nawet w sieciówkach można znaleźć wiele fajnych rzeczy, które w odpowiednim zestawieniu mogą stworzyć coś naprawdę ciekawego. Dlatego nie przejmujcie się, jeżeli wasz budżet jest ograniczony! Przecież ...nie ukrywajmy... tak naprawdę nawet z markowych ciuchów nieumiejętna stylizacja może zrobić coś tandetnego.. A zatem moi drodzy nie ma się co bać tańszych sklepów.. Trzeba tylko mieć dobre oko i koncepcję! Macie swoje ulubione sieciówki? A może są też takie których się wzbraniacie? (´・ω・`)。。
Ja przyznam, że osobiście nie przepadam za odwiedzinami w H&M. Za każdym razem mam wrażenie, że ubrania robi się tam najtańszym kosztem. Materiały i wykończenie są tam często po prostu fatalne.. …(´-ω-`)… Niemniej nie zaprzeczam, że da się znaleźć w tym sklepie także fajne rzeczy. Jeśli chodzi o H&M lubię głównie dział bieliźniano-pidżamowy oraz.. dział dziecięcy ^^. Przepadam też za akcesoriami i kosmetykami. Wiadomo, że nie są najwyższych lotów ale ... ^_~

Wrócę jeszcze na chwilę do mojego dzisiejszego zaspania... Nie wiem jak wy ja mam straszne problemy ze snem. Mój optymalny timing wynosi 4 godziny. Dla mnie to jest czas w którym się wysypiam ale nie rozleniwiam. Wiem, że to mało i organizm potrzebuje więcej, żeby być zdrowszym. Istotne jest to też dla urody jednak dla mnie więcej lub mniej godzin snu oznacza senny dzień... (;´Д`) Dziś spałam 8 godzin. Prawdopodobnie mój organizm postanowił "odrobić sobie" niedobór jaki serwuje mu mój tryb życia. Tak, czy inaczej przez to dziś mam wrażenie że za chwilę zasnę... Czy wy macie podobne problemy? Jaki jest wasz optymalny czas snu? σ(゜∀゜)

Póki co żegnam się. Tak jak wspominałam niektórym w komentarzach na facebooku a także chyba w ostatnim filmiku istnieje prawdopodobieństwo, że jakość filmików się poprawi w przyszłości dzięki Ru, która postanowiła pożyczyć mi aparat. Inna koleżanka Rzabcia, zaoferowała nawet swoją kamerkę, którą mogłaby mi udostępnić od czasu do czasu. Bardzo mnie to cieszy! Mam nadzieję, że znajdę w sobie tyle samozaparcia, żeby prowadzić tego vloga regularnie, dlatego trzymajcie za mnie kciuki!
(=゜ω゜)人(゜ω゜=)

AgEpOyO })i({



.iris